czwartek, 22 listopada 2012

Coś super!!!!




Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa...!!! Jest nowy treiler!!!
Oto i on:
Super, nie?
Do sieci zostało też dodanych troch nowych zdjęć.
Oto kilka z nich:

Madame Rossini i Gwen




Pan Whitman (als Wiewiórka)



Chronograf



Ciocia Maddy i Gwendolyn



Leslie i Gwen



James August Peregrin Pimplebottom



Charlotta i ciotka Glenda



Gideon i Gwendolyn przed limuzyną



Gideon walczący ze zbójami w Hyde Parku



Mr. Whitman

wtorek, 13 listopada 2012

Coś na co czekam...

Już wam mówiłam, że ma powstać film " Czerwień rubinu" ("Rubinrot").
I choć już od dawna jest o wiele więcej informacji na ten temat, a ja na bierzaco się tym interesuję, to nie napisałam tu jeszcze nic na ten temat! Grrrr... jestem zła.....niedobra.....

To może zacznijmy od tego , że trailer już od dawna wisi w sieci. Oto i on:





Mi się strasznie podoba!!! nie wiem jak wam... ale jak na mój gust zapowiada się świetnie!!!

Tutaj znajduje się lista aktorów:
Maria Ehrich - Gwendolyn Shepherd
Jannis Niewöhner - Gideon de Villiers
Laura Berlin - Charlotte Montrose
Victoria Ferres - Grace Shepherd
Sibylle Canonica - Glenda Montrose
Katharina Thalbach - Madeline (cioteczna babka Maddy) Montrose
Levin Henning - Nick Shepherd
Gerlinde Locker - Lady Arista Montrose
Jennifer Lotsi - Leslie Hay
Uwe Kockisch - Falk de Villiers
Axel Milberg - Lucas Montrose
Justine Corte del (Hirschfeld) - madame Rossini
Rüdiger Vogler (I) - Thomas George
Gottfried John - dr. Jacob White
Johannes von Matuschka - pan Whitman
Peter Simmonischek - hrabia de Saint Germain
Butz Buse Ulrich - Miro Rakoczy
Josefine Preuss - Lucy Montrose
Florian Bartholomäi - Paul de Villiers
Chiara Shoras - Margret Tinley
Oxana Salzmann - Cynthia Dale
Frederica Ren - Sarah 
Philip Wiegratz - Gordon Gelderman
Kostja Ullmann - James Pimplebottom
Frederic Welter - Leopold (Leo) Marley
Maurizio Magno - mały Robert duch


A tutaj jest kilka zdjęć z planu:











(starałam się wybrać tylko te których nie było w filmiku w poprzednim poście na ten temat)




Oto plakat filmowy:



To chyba wszystko co chciałam dziś powiedzieć. Jak czegoś się jeszcze dowiem to coś skrobnę.
Pozdrawiam moich wszystkich (aczkolwiek bardzo nielicznych czytelników).
Cześć!


Coś co mnie relaksuje- książki

Klątwa tygrysa. Wyprawa - Colleen Houck


Hmm... przeczytałam ją kilka miesięcy temu....
i powiem szczerze, że nie mogę się doczekać następnej części!!!
Ta część najbardziej podobała mi się ze względu część fantastyczną... Być może jest to po prostu moje zamiłowanie do smoków, ale wydaje mi się, że ta część jest o wiele ciekawsza, pod względem przygód, a i postacie smoków były barwnie zbudowane.
Jeśli chodzi o wątek miłosny... No tak pomieszanie z poplątaniem! Czasami miałam ochotę krzyknać "ogarnij się idiotko!"... Co w gruncie rzeczy jest dobrym znakiem, ponieważ pokazuje iż w książce nieustannie są napięte...eee... emocje...  
Jednak mimo irytującej natury głównej bohaterki, książka bardzo mi się podobała i na pewno jest godna polecenia.



poniedziałek, 25 czerwca 2012

Coś co mnie relaksuje- książki.





Właśnie skończyłam drugą część "Klątwy tygrysa", czyli "Klatwię tygrysa. Wyzwanie."


Nie zawiodłam się absolutnie!!! Książka jest równie dobra jak pierwsza część, jak nie lepsza. Opowieść znajduje się w tym momencie na trzecim miejscu mojej listy książek fantastyczno-młodzieżowych, zaraz po Harrym Pottrze (1 miejsce) i Trylogii Czasu (2 miejsce). Zaznaczam że nie czytałam jeszcze wielu książek w tym Tolkiena, więc lista jest ruchoma :D Jeśli chodzi o listę młodzierzowych romansideł (a Harrego Pottera tym mianiem nie można nazwać) To zajmuje zaszczytnie 2 miejsce po Trylogii Czasu.

Co będę duzo gadać, sami musicie przeczytać.

A to widnieje na okładce książki:

Serce Kelsey zostało złamane, pradawne zaklęcie - nie.

Po powrocie do domu dziewczyna próbuje zapomnieć o indyjskim księciu Renie i poukładać sobie życie na nowo. Jednak mroczne siły nie zostały pokonane, a niebezpieczeństwo czai się na każdym kroku. Kelsey musi wrócić do Indii - tym razem z niepokornym bratem Rena, Kishanem, nad którym również ciąży klątwa.

Czy Kelsey zdnajdzie odwagę, by uwierzyć w miłość i stanąć do walki ze złem? Czy to wyzwanie przybliży całą trójkę do złamania zaklęcia, czy przeciwnie - pozbawi ich złudzeń?
 

czwartek, 21 czerwca 2012

Coś co tworzę- moje opowiadanie


Rozdział 4
Wyjasnienia.
 -Ja? Ależ to śmieszne! A niby jak?- zapytałam
-Oj mówiłam ci że ja nic o tym nie wiem! O tym gadaj z Szymkiem!- odparła Roma
-Ale to się kupy nie trzyma! A nawet jeśli jestem. W co szczerze wątpię, to co z tego?
-Jak to co z tego? Jesteś w niebezpieczeństwie!
-W niebezpieczeństwie?- zapytałam kpiąco
-Tak! Jakiś wariat siedemdździesiąt coś lat temu ubzdurał sobie, że Anastazja mu coś zepsuła i postanowił, że zabije, a raczej jego potomek zabije, pierwszą kobietę, która narodzi się po niej. A to jesteś ty!-  wykrzyknęła i zerwała się z miejsca- Choć idziemy do pana „lubię namieszać”!
-Do kogo?
-No do Szymona!- pociagnąła mnie za rękę i wyszłyśmy.
Po drodze zadawałam jej pytania typu, „Co Pola ma z tym wspólnego i czemu się tak zachowuje i o jakie zasady jej chodziło”, „Czy Tytus wie o wszystkim” i „Czy Szymon interesuje się mną tylko dla tego, że coś nie tak z moimi korzeniami”, ale Roma albo nie potrafiła albo nie chciała na nie odpowiedzieć, chociaż gdy zadawałam to ostatnie, uśmiechnęła się do siebie. Gdy dotarłyśmy na miejsce impreza już się rozkręciła. Znalazłyśmy siedzącego w kącie Szymona w kierunku którego rzucało spojrzenia wiele dziewczyn. Na nasz widok zerwał się z miejsca uścisną Romę i przytulił mnie, choć miałam wrażenie, że trzymał moją osobę w ramionach trochę z długo jak na kogoś kto widział mnie po raz ostatni zaledwie dwie godziny temu. Chciałam od razu przejść do sedna sprawy, ale ledwo zdążyłam otworzyć usta przyjaciel mrukną coś stylu: „Błagam zatańcz ze mną bo te idiotki nie przestaną się gapić…” i dość brutalnie wepchnął mnie na środek parkietu, Tytus pomachał do nas zza sprzętu operacyjnego i puścił wolniejszą piosenkę. Ja, lekko zaskoczona tak szybkim obrotem sprawy, zapomniałam jakie pytanie chciałam zadać, a przypomniałam gdzieś w połowie refrenu.
-Słuchaj Szymek…
-Tak?- odpowiedział natychmiast
-Rozmawiałam dzisiaj z Romą…
-To było nie uniknione. Z nią się po prostu nie da nie rozmawiać, na chwilę się wyłączysz już cię bombarduje pytaniami…
-Yhy… No tak… Ale ona gadała jakieś śmieszne rzeczy o jakiś archiwach, przodkach i podróżnikach, a właściwie o jednym…
-Powiedziała ci !?-zdenerwował się i ścisną mnie mocniej w talii- Przecież obiecała, że…
-Za wiele to mi nie powiedziała. Dlatego pytam ciebie. Podobno wiesz najwięcej.-spojrzałam mu w oczy- To znaczy w tej sprawie!- zreflektowałam się- To jest dziwne, ale Roma mówiła, że ja jestem potomkinią Romano…
-Nie wrzeszcz tak!- uciszył mnie Szymon. Poczułam się lekko urażona.-Chodź! Ty też -wskazał groźnie na Romę, pociągną mnie za sobą a przyjaciółka powlokła się za nami z miną skruszonego psa. Weszliśmy po schodach na samą górę, gdzie nie odbywała się balanga i zamknęliśmy za sobą drzwi do małego saloniku rodziców Tytusa gdzie zwykle się chowaliśmy w takich okolicznościach, Szymon zamknął drzwi a ja z Romą usiadłyśmy ramię w ramię na białej skórzanej kanapie. Gdy chłopak się odwrócił miał minę jakby się lekko zdziwił na nasz widok.
-Ok. więc o co chodzi?- zapytałam natychmiast
-Co wiesz?- odpowiedział pytaniem na pytanie Szymon
-Roma twierdzi, że Anastazja Romanow przeżyła, że ja jestem jej potomkinią i, ze jakiś wariat chce mnie zabić.
-W rzeczy samej.-skomentował
-No więc jak to było?- spytałam natarczywie
-Ok.-odetchną i zaczął mówić- Był taki historyk Antonii Anderson, zacny człowiek…
-Wiem to on to odkrył i z jego zapisek korzystałeś, ale ja chcę wiedzieć jak to możliwe że ja tu w Londynie mam rosyjskie korzenie i to Jakie!
-Daj mi skończyć. –zamilkłam
-Anastazja podróżowała prawie po całym… Nie przerywaj mi!- prawie krzyknał gdy zaczerpnęłam powietrza by coś powiedzieć.- Przemierzyła między innymi Holandię i Francję, aż dotarła tu do Londynu. W każdym z państw spędziła po kilka lat nieustannie się przemieszczając i zatrzymując u dobrych ludzi, nie zdradzając im oczywiście swojej prawdziwej tożsamości. Ukrywała się pod różnymi nazwiskami. Andersom poodnajdywał później tych ludzi, choć wiekszość z nich już nie żyła. Nie pytaj mnie jak tego dokonał bo sam nie wiem i jestem pełen podziwu. Tym którzy jeszcze pamiętali czasy kiedy u nich mieszkała pozażywał zdjęcie co dawało mu stuprocentową pewność, że to właśnie była ona.- typowy Szymon, pomyślałam nie mógł się obyć bez ciekawostek ubarwiających całą opowieść- Gdzieś około 1935 roku dotarła do Anglii. Wiemy,  że w 1936 urodziła dziecko, ale nie wiemy kto był ojcem… no i tu sprawa się komplikuje, ponieważ wkraczamy w swerę domysłów i przypuszczeń.
-Poczekaj chwilkę!- przerwałam- ale co to ma wszystko wspólnego jakiś szaleniec, który chce mnie zabić.
-Bo ten szaleniec twierdzi, że nie powinnaś się była wogóle urodzić. Nie udało mu się dopaść Anastazji to postanowił unicestwić następną w rodzie dziewczynę.
-Tytus! Skąd się tu wziąłeś!? Kiedy wszedłeś? Zupełnie nie słyszałam.
-Wszedłem, „Gdzieś okoła 1935roku…”- uśmiechną się zuchwale, a Szymon wywrócił oczami
-Chwila moment…-zaczęłam niepewnie bo coś mi się nie zgadzało- Skoro chciał dopaść na stępną kobietę to przecież to nie ja! Tylko moja siostra! Emilia jest przecież najstarsza!- zapadła gęsta dziwna cisza. Szymon rzucił mi wylęknione spojrzenie. Do akcji po raz pierwszy wkroczyła Roma:
-Pamiętasz tego brata Anastazji?- zapytała spokojnie
-Tak- odarłam po chwili
- O miał przeciąż hemofilię. Ty masz przecież też ten gen.
- Mam ale ja nie jestem chora jest tylko niebezpieczeństwo, że moje dzieci będą chore. Ale wybacz, co to ma do rzeczy?
-A Anastazja! Ona przecież miała jasno rude włosy. Dokładnie takie jak ty!- wykrzyknęła jakby dopiero teraz zobaczyła mój kolor włosów.- spuściła wzrok. Szymon spojrzał na mnie przepraszająco i powiedział:
- Antoni Anderson jak tylko dowiedział się o narodzinach dziewczynki, o zamiarach co do niej  i o tym, że jej rodzice nie żyją, bo zagadkowo zginęli, zmienił jej dane osobowe i oddał na wychowanie zaufanej rodzinie, a sam znalazł posadę w okolicy. Wszystko było bardzo dokładnie opisane w jego dzienniku. Od tamtej chwili dziewczynka nosi imię Lukrecja Whitman.
   Coś we mnie pękło. W głowie mi zahuczało, a pojedyncze strzępki wspomnień przewijały mi się przed oczami jak klisze starego filmu. Rodzice, Emilia, maluchy, nasz wspólny wyjazd nad morze kilka lat temu, to jak żartowaliśmy sobie i cieszyliśmy się, że mamy siebie. Piotrek, mój ukochany starszy brat. Zawsze mi pomagał i chyba nawet byłam jego ulubioną siostrą. Czy wiedział? Mógł wiedzieć… przecież Wedy miał już 4 lata, Emilia nie mogła pamiętać bo była niemowlęciem. Czemu nikt mi nie powiedział…? I nagle ogarnęła mnie pustka, nie czułam nic. Spojrzałam na przyjaciół. Roma szlochała cicho na drugim końcu kanapy zwinięta w kłębek, Tytus siedział w kącie wyprostowany jak struna, jego twarz nie wyrażała nic, a Szymon stał bezradnie na środku pokoju z rękami spuszczonymi bezwładnie wzdłuż tułowia. Patrzyła na mnie bardzo intensywnie, trochę za smutkiem, trochę z troskliwością, trochę z czułością, a może nawet ze złością, ale ta złość nie była zwrócona przeciwko mnie, wręcz odwrotnie. Nie mogłam myśleć.
-Od kiedy wiecie?- rzuciłam pytanie w przestrzeń, choć podświadomie skierowałam je właśnie do Szymka, bo wiedziałam, że pozostała dwójka mi nie odpowie. Nie pomyliłam się.
-Domyślałem się już od dawna, ale dopiero od kilku dni mam pewność.- wstałam.- Lukrecja naprawdę przykro mi- jego smutny wzrok był nie do zniesienia. Wybiegłam.
-Lukrecja!- usłyszałam za sobą, przyśpieszyłam. Nie chciałam z nikim rozmawiać. Jakby tego jeszcze było mało wybiegając z domu Tytusa wpadłam na kogoś. Tym kimś okazała się Pola.
-No, no, no… uciekamy sobie!!! Hehehe…- wyminęła mnie zgrabnie i poszła sobie. Wyglądała na osobę, która aż za dobrze wie o co chodzi… Niestety to spotkanie, mnie opóźniło i Szymon był już niedaleko, wybiegłam przed dom. Ktoś pociągnął mnie za rękę. To był on.
-Lukrecja! Proszę…
-Zostaw mnie!!! Nie chcę z nikim rozmawiać!
-Ale…
-Nie nie potrzebuję nikogo!!!
-Może ty mnie nie potrzebujesz, ale ja ciebie tak!- w tym momencie przyciągnął mnie do siebie tak mocno, że nie miałam możliwości się wyrwać. Przytulił mnie czule i poczekał cierpliwie, aż przestanę się wyrywać. Po chwili oklapłam w jego ramionach… nie miałam siły już na nic. Chciałam już tylko tak trwać. Po chwili jednak odchylił mnie delikatnie do tyłu i spojrzał mi w twarz. Otarł mi kciukiem łzy z policzka. Jego długie rzęsy rzucały cień w świetle księżyca na czarne, ciepłe oczy. Powiedział:
- Nie pozwolę cię skrzywdzić nikomu już nigdy…-głos mu się załamał, jękną. Oparł czołem o moje czoło tak, że nasze nosy się stykały.- Naprawdę bardzo cię potrzebuję, i nie tylko ja ale i cała twoja rodzina i przyjaciele. Bo bez względu na to co się stanie to zawsze będzie twoja rodzina. Proszę, nie zapominaj o tym.- położył sobie moją głowę na ramieniu i pogładził mnie po włosach, a potem wyszeptał do ucha- I jeszcze jedno, nigdy więcej przede mną nie uciekaj!

Coś czego nie mogę się doczekać!!!

14.03.2013r. będzie premiera filmu "Czerwień rubinu"!!! To ta trylogia, o której kiedyś pisałam :)
są już wybrani aktorzy i wszystko, a zdjęcia już trwają. Szkoda tylko, że trzeba czekać tak długo :(




To jest videoclip o tworzeniu filmu... :D

A tu podaje link do homepage'a odtwórczyni głównej roli:

Według mnie Maria Ehrich jest zdolną aktorką... i dobrze, że ją wybrali, jest taka naturalna w tym co robi. :)
Na jej stronie znajdziecie informacje dotyczące innych filmów w których grała i filmiki to można poprzeglądać... :D

Nie wiem jak wy, ale ja już nie mogę się doczekać by zobaczyć co tam ci Niemcy nakręcą... ale czuję, że się nie zawiodę... przynajmniej nie tak bardzo :D

POZDRAWIAM!

wtorek, 19 czerwca 2012

Coś co mnie relaksuje- książki

        Przeczytałam ostatnio... dokładnie skończyłam dzisiaj, książkę... A mianowicie Klątwę tygrysa.
 
"Magnetyczne oczy tygrysa.
Pradawna klątwa, którą zdjąć może tylko ona.
Namiętność silniejsza niż strach.
Razem muszą stawić czoła mrocznym siłom.
                                        Czy poświęcą wszystko w imię miłości?"


Generalnie książka mi się podobała choć mam kilka zastrzeżeń. Colleen Houck miała świetny pomysł na książkę i ma świetny styl pisania. Fabuła wciągająca. Nie mogę się doczekać aby przeczytać następną część co nastąpi już jutro... :D  Niesamowita wyobraźnia autorki mnie zadziwiła.  Momentami wytrzeszczała oczy ze zdumienia a czasami byłam tak wkurzona na główną bohaterkę, że miałam ochotę rozszarpać książkę.  No i wszystko byłoby super, ale powieść miał jeden element, który momentami zniesmaczał mi ją. A mianowicie, sceny, w których pokazywane były emocje, moim skromnym zdaniem były za długie. Albo było tak słodko, że wymiotowałam tęczą, albo tak nie przyjemnie, że aż szkoda mi było bohaterów. Momenty uścisków i czułych słówek zajmowały bardzo długo i dokładnie było opisane każde muśnięcie nosem o ucho czy też miliony pocałunków w kark, każdy dotyk i zapach wspótowarzysza, uniemożliwiało to wyobrażenie mi tego sobie po swojemu i odbywało się co chwila, tak że aż czułam się niezręcznie, bo miałam wrażenie, że to ja jestem ową dziewczyną w ramionach tego przystojnego człowieko-tygrysa. Bohaterzy przytulali się stanowczo za często. Nawet jeśli tak właśnie jest między prawdziwymi kochankami, można się było ograniczyć do krótkiego stwierdzenia: "Przytulił mnie.", przyjajmniej w niektórych przypadkach.
Znowu, momenty goryczy. Bohaterka trochę zbyt często i długo maltretowała ukochanego sarkastycznymi uwagami, a on zbyt często narzucał jej swoją bliskość co właśnie powodowało jej złość, on chciał ją pocieszyć i tak w koło Macieju!
Mimo tego wszystkiego całokształt bardzo mi się podobał i go doceniam. Nie mogę się doczekać kiedy jutro Kinga przyniesie mi druga część, (chociaż tak na marginesie powiedziała mi, że w tej części będzie jaszcze więcej tego co mnie denerwuje, ale to nic :D). Powiedziała również, że po raz pierwszy nie może się domyślić kontynuacji jakiejś książki, a czyta bardzo wiele (duży + dla Colleen). Oczywiście wspulnymi siłami doszłyśmy do tego jak to się skończy, ale wam nie powiem musicie ruszyć mózg i spróbować sami coś wymyślić (hahaha!:P)
Gorąco polecam przeczytać te książkę, bo jest napisana naprawdę fajnym językiem.

Daję "Klątwie tygrysa"(w skali od 1 do 10) : 7

sobota, 7 kwietnia 2012

Coś co tworzę...- moje opowieadanie

Ciąg dalszy rozdziału 3

Wstałam z miejsca i wyszłam na środek sali. Wszyscy się na mnie patrzyli. Zauważyłam, że Pola zrobiła do mnie tryumfującą minę.
- No proszę...-zaczął profesor, przełknęłam ślinę.-W którym roku an synodzie w Clermont Papierz Urban 2 wezwał rycerstwo europejskie do udziału w wyprawie krzyżowej?
-yyyyyyy... eee... No więc myślę że to był rok... No tak ja to wiem... i pan pewnie też... hehe..- zachichotałam nerwowo." O matko z córką co ty mówisz idiotko!" z trudem powstrzymałam się żeby nie pacnąć się w czoło otwartą dłonią.
-No słucham?
-To był tysiąc...1095!- niemalże krzyknęłam. Nauczyciel chwile wpatrywał się we mnie zaciekawionym wzrokiem, ale...
-Dobrze... A jak się nazywała ta wyprawa?
-Krucjata!- wypaliłam
-Tak. Jej celem było...?
- Jej celem było...-"Ach! co było jej celem???"-yyyy... wyzwolenie ziemi Jerozolimskiej.
-Spod czyjego panowania?
 -Znajdującej się wówczas pod panowaniem islamskiej władzy.-wyrecytowałam dumna z siebie, że to sobie przypomniałam.
-Zgadza się.
Nauczyciel zadał jeszcze kilka pytań. Na większość z nich odpowiedziałam poprawnie, ale zdarzały mi się również bardo głupie błędy.
-Myślę, że dobry +  całkowicie wystarczy.
-Oh! Dobrze…- Nie było tak źle! Odetchnęłam z ulgą. Wróciłam na miejsce. Roma poklepała mnie po ramieniu.
- No całkiem sprytnie sobie poradziłaś.- rozejrzałam się po klasie. Tytus uniósł dwa podniesione kciuki do góry a Szymon wyszczerzył do mnie zęby. Pola zaś zmierzyła mnie dziwnym wzrokiem, jakby chciała mnie prześwietlić promieniami rentgena. Nasze spojrzenia na chwile się skrzyżowały. Przez jej twarz przemkną ledwo dostrzegalny cień, ale w ciągu tej sekundy zdążyłam dostrzec coś co mnie zdziwiło. Czy to był żal? Czy może zażenowanie…
Po lekcji, na przerwie do niej podeszłam. Ta decyzja kosztowała mnie cały wysiłek jaki udało mi się w sobie zebrać.
-Pola musimy pogadać.- powiedziałam stanowczo. Wzrok niemalże wszystkich z grupki, która utworzyła się na środku korytarza był zwrócony na mnie. Dało się słyszeć chichoty i ciche szepty.
-Tak myślisz?- spytała drwiąco.
-Ja nie myślę, ta to po prostu wiem.
-Wiesz? No proszę! W takim razie podziel się ta swoją „wiedzą”!
-Ja się niczym nie będę dzielić. To ty mi wyjaśnisz, o co ci chodzi!- powoli traciłam panowanie nad sobą
-O co mi chodzi? Mi o nic nie chodzi. Pewnie nie zauważyłaś ale to nie ja napadam na ciebie na środku korytarza.- Roześmiałam się. Teraz już wszystkie oczy zwrócone były w naszą stronę.
-Haah! Pola , nie rób z siebie idiotki. Obie wiemy że stać cię na więcej!
-Lukrecja!- teraz ona też się śmiała- Czy ty naprawdę myślisz że będę się fatygować aby mówić ci rzeczy, które powinnaś wiedzieć!?
-No myślę, że aż tak mogłabyś się wysilić…- powiedziałam jakby po namyśle.
-Ty dobrze wiesz…- zawahała się
-Co wiem?! Może z twojego punktu widzenia powinnam o czymś wiedzieć, ale wybacz… jestem tak tempa, że jeszcze się nie skapnęłam o co chodzi!
-Lukrecja! Łamiesz wszystkie zasady!
-Jakie znowu zasady. O nie! Tylko mi nie mów, że powinnam wiedzieć! To żałosne…
-Ostro!- rzucił jakiś trzecioklasista potrącając mnie brutalnie. Oddałam mu krótkim kopniakiem. Tylko zarechotał i poszedł dalej. Szymon drgnął lekko, ale Tytus  położył mu rękę na ramieniu. Pola rzuciła mu wymowne spojrzenie. Coś w nim było nie tak… Oj!
- Nie!- rzuciłam nagle. Wszyscy na mnie spojrzeli.- Tylko mi nie mów że tylko o to ci chodzi!- Coś zaczęło mi świtać, ale Pola pokręciła tylko głową i odeszła.
Mając kompletny mętlik w głowie wróciłam do swoich przyjaciół.
-Wow! Luśka! To było…-zaczął Tytus z uznaniem, ale Szymon mu przewał:
-Dobre, mocne, zachwycające, widowiskowe, cudowne?!...
- Ostre?- zaproponowała Roma
-Hmmm… Tak myślę, że tak.-potwierdził Tytus jakby taki zasób słów wystarczająco określał to czego właśnie byli świadkami. Roześmiałam się, ale w moim uśmiechu było coś wymuszonego. Roma rzuciła mi współczujące i zatroskane spojrzenie potem zwróciła je na Szymka, który bezczelnie gapił się na owego trzecioklasistę, który, musiałam to przyznać, był bardzo przystojny. Tytus jakby niczego nie zauważył, powiedział:
-Następnym razem jak będziesz chciała się z nią pokłócić to powiedz to  wezmę kamerę…
Jego beztroski ton mnie nie zmylił. Oni wszyscy, włącznie z Polą i Tytusem, coś wiedzieli. Coś o czym ja nie miałam zielonego pojęcia, ale właśnie w tamtej chwili postanowiłam dowiedzieć się o co chodzi.
  Przez resztę dnia zachowywałam się normalnie, jakbym niczego nie podejrzewała, a i innym udało się jakoś rozluźnić. W końcu czekała nas jeszcze  ta milsza część dnia, a mianowicie impreza u Tytusa. Po lekcjach wraz z Romą pognałyśmy do niej. Tam zawsze było spokojniej, w każdym razie jej jako jedynaczce było zawsze łatwiej utrzymać porządek w pokoju i nigdy nie było problemu, że ktoś ci nagle w pada do pokoju gdy prowadzisz poważną rozmowę i nie chce się z tobą bawić w chowanego. Jej rodzice pracowali całymi dniami, więc można by określić, że „chata była wolna” hahah…
Na imprezę chciałam pójść w mojej legendarnej bluzie „kotek” i rurkach, ale moja przyjaciółka natychmiast i kategorycznie mi zabroniła wciskając mi w ręce czarną sukienkę.
-Nie no… Roma! Ale ja…
- Żadne ale! Wskakuj w nią! Będzie super kontrastowała z twoimi włosami i bladą cerą.
- No i po co to wszystko?- zapytałam nakładając kreację
- Jak to po co? Musisz dzisiaj wyglądać doskonale. Wiesz?- westchnęła teatralnie- Zawsze chciałam pobawić się w swatkę. Szymon będzie zachwycony!- powiedziała na mój widok, kiedy się do niej odwróciłam już ubrana.
-O nie! Nie zrobisz mi tego!
rudych włosów, przynajmniej w tej bliższej. Kiedyś z moja siostrą doszłyśmy do wniosku, ze to może być sprawka naszej ciotecznej prababki, która miała iście miedziane włosy i jak to się pomieszało z jasnym blondem mojej mamy wyszło coś takiego. Moja rodzina to jest wogóle ciekawy temat nad którym można by się rozwodzić. Postaram się to skrócić. Mój Tata Edward Whitman, jeszcze jako młody, lekkomyślny i inteligenty student poznał pękną blondynkę z włosami a’la Marylin Monroe- Annę McGraw zakochali się w sobie i tak oto powstała piątka nas. To znaczy ja i moje rodzeństwo. Najstarszy brat Piotr ma teraz 19 lat i kształci się w liceum plastycznym. Druga co do starszeństwa jest siostra- Emilia. Ma 16lat i bzika na punkcie koni. Oprócz tego zajmuje się miksowaniem muzyki. Później jestem ja a po mnie rodzeństwo bliźniacze Leon i Anastazja liczący po 7 lat. Prócz tego mam jeszcze wujków, ciocie, babcie i dziadków ale nie ma czasu na opisywanie wszystkich bo teraz stała przede mną rozwścieczona, błękitnooka, ciemna blondynka o imieniu Roma Gelderman. Ściskała w ręku moją torbę.
- Czyś ty oszalała!? Do takiej sukienki chcesz nosić tego starego wyciora?- chyba miała na myśli moją ukochaną choć starą i wysłużoną torbę.
-yyyy… No!
-Ty na serio oszalałaś!
- A co ty tak o mnie dbasz ostatnio? Co? Odprowadzasz mnie do domu. Pilnujesz abym nie wychodziła sama po zmroku i jeszcze teraz to!- To Może zabrzmiało zbyt agresywnie więc dodałam już całkiem łagodnym tonem- Po prostu mi to wyjaśnij.

Tak to była prawda. Dłużej tak nie mogłam. Musiałam wiedzieć. To co wyprawiali moi przyjaciele było męczące i… żenujące?
-No wiesz martwię się o ciebie… martwimy się o ciebie! W końcu nie chcemy, żeby naszej przyjaciółce się coś stało.
-I co? Pilnujecie mnie żeby nie spadła mi na głowę cegła gdy wyjdę po bułeczki, albo… żebym przypadkiem nie została starą panną?! A może ma mnie porwać Ufo?- zapytałam z drwiną
-To nie do końca tak… Ach! Lepiej żebyś się tego dowiedziała odemnie…-potem jakby po namyśle dodała- W każdym razie cię wprowadzę
-No to słucham!- założyłam ręce na piersi i przybrałam możliwie wyniosłą minę, choć to było trudne bo ciekawość walczyła we mnie z dumą.
- No więc… Pamiętasz jak mówiłam ci o mojej rozmowie z Szymonem?- kiwnęłam głową- Ja oczywiście od dawna to podejrzewałam i chciałam z nim porozmawiać. Poprosiłam go o spotkanie, ale on odpowiedział, że nie ma czasu i jeśli to pilne to mogę z nim iść do biblioteki miejskiej do starego archiwum. Poszliśmy zaraz po lekcjach i udało nam się namówić bibliotekarkę aby nas wpuściła tam na górę do tych staroci…
-Chwila, moment! Myślałam że Szymek już się nie bawi w wielkiego historyka, detektywa i odkrywcę w jednej osobie.
-Też tak myślałam dlatego bardzo się zdziwiłam gdy zaczął z zapałem rozwścieczonego byka szperać w tych papierach. No ale po kolei. Jak już mówiłam, że kobieta za ladą była bardzo młoda to Szymon użył jednej ze swoich sztuczek aby ją przekonać. Poszło jak z płatka! Kiedy już się tam znaleźliśmy on zaczął wygrzebywać jakieś stare tomy… tak jakby dokładnie wiedział co chce znaleźć i gdzie to jest. Wypytywałam go w tym samym czasie o ciebie itd. Ale on jakby mnie nie słuchał, nie odpowiadał na pytania, tylko mruczał coś po rosyjsku pod nosem.
-Po rosyjsku!!! Przecież on nie umie mówić po rosyjsku! Musiało ci się cos pomylić!
-Zaiste to był rosyjski, ale mi ciągle nie przerywaj bo stracę wątek. Po pewnym czasie jakby się ockną i przyznał, że to co do ciebie czuje to coś więcej niż tylko przyjaźń, ale powiedział to trochę dziwnie więc zaczęłam się wypytywać. To co powiedział wydaje się kompletnie nie wiarygodne, ale wygląda na to, że wszystko się zgadza… Bo widzisz… A, pamiętasz historię carskiej rodziny Romanowów?
-No jasne! Kto nie oglądał bajki „Anastazja”?! Myślisz, że dlaczego moja siostra ma na imię tak jak…
-Ta bajka nie jest całkiem od rzeczy. Te zapiski, które przeglądał Szymon należały do pewnego starego historyka i podróżnika, który zmarł jakieś 10 lat temu w tajemniczy sposób, chyba go zamordowano. On bardzo fascynował się historią rosyjskiej rodziny. Udał się do Rosji, gdzie udało mu się ustalić, że Anastazji udało się uciec. Z tego co wiem dużo podróżowała przemieszczając się z miejsca na miejsce, nieustannie uciekając. Ten gostek, yyy.. zaraz jak on się nazywał…? Coś takiego jak Andersen… Nie! Wiem Anderson! Antonii Anderson! On na stare lata została dyrektorem naszej biblioteki miejskiej i wszystkie jego dzienniki i zapiski zostały w archiwum. No wiec ten Antek wyruszył w ślady księżnej znalazł ciekawe rzeczy ale ja wolę ci tego nie mówić bo jeszcze coś pomieszam.
- Roma ale o co ci chodzi? Co to ma znaczyć powoli! Że niby… Co?!... Anastazja miała by przeżyć? To nie możliwe! I co to ma wspólnego ze mną?
- Bo widzisz… Wychodzi na to, że ty jesteś jej potomkinią…

czwartek, 8 marca 2012

Jaka jest różnica między "Harrym Potterem" a "Zmierzchem" ?

Właśnie taka:


a...




Jeśli ktoś ma jeszcze jakieś wątpliwości co do diametralności tej różnicy proponuję wsłuchać się w tekst...

Pozdrawiam...
:)

czwartek, 9 lutego 2012

To ja! Moja sztuka i Mój świat!

Jak to słyszę chce mi się ryczeć!!! Mam dreszcze a moje wnętrzności tańczą walca wiedeńskiego!
Moje dzieciństwo! Teraźniejszość! PRZESZŁOŚĆ!
Wiem pewnie myślicie, że jestem szurnięta pisząc takie rzeczy. Przecież to tylko książka, fajna powieść, znana i lubiana przez dzieci i młodzież. Nie ma co się tak rozpływać!
Ale wy nie wiecie! Nie wiecie co miałam, a czego już nie mam. Nie wiecie jak to było i jak to jest! Tęsknię za tym. Nawet gdybym to tu teraz szczegółowo opisała, to nie odczulibyście tego. Trzeba być członkiem tej całej dziwnej historii. Mam nadzieję, że ci którzy może to odsłuchają i poczują się tak jak ja, zrozumieją... Ci, którzy wiedzą, wspomną... Dziękuję wam! Tęsknię! Dedykuję...

 http://www.youtube.com/watch?v=u-rLrMGBUv4&feature=autoplay&list=FL17yEMqoIEgNgRsIZAPvrWg&lf=BFp&playnext=5





















































DZIĘKUJĘ...


środa, 8 lutego 2012

Co robi na lekcji uczennica ze średnią 5.07?

A właśnie to... *

Inspirowane koszulką koleżanki

 Ma miłość...
 Baju, baju...
 Marylin Monroe (jakby ktoś nie poznawał)
 Słynna trójca

 Harry Potter bez okularów
 W oryginalnej wersji były tylko napisy ale na lekcji historii trzeba coś robić
 Zielony i niebieski- dwa kolory, którymi dysponowałam (później pomalowałam kwiatka i skórę)
 Byłam głodna!

A najlepsze jest to, że z reguły nauczycielki nic do tego nie mają...


* Może nie zbyt piękne no ale cóż...

Coś w czym się zakochałam...

 Oprócz mojej odwiecznej i niezniszczalnej miłości do opowieści o Harrym Potterze, ostatnio znalazłam nowe źródło optymizmu oraz napęd wyobraźni, a mianowicie "Trylogię czasu". Można by powiedzieć, że "wsysła" mnie kompletnie. Czarująca opowieść o podróżach w czasie.
 Narracja tej książkijest naprawde świetna! Czytając tę książkę człowiek się nie męczy. Jest bardzo lekka (nie w sęsie fizycznym :p). Czytając (jak narazie tylko dwa pierwsze tomy bo trzeciego jeszcze nie wydali) często śmiałam się do rozpuku. Pewnego wieczoru gdy drugi raz czytałam powieść i był akurat bardzo zabawny momęt, mój tata zajrzała do mojego pokoju. Nasza konwersacja wyglądała mniej więcej tak:

Tata: Z czego tak rechoczesz?
Ja: (ze śmiechem) No... hahah... Z tego (wskazując na książkę)
Tata: (zauważywszy książkę w mojej dłoni) Jak można się dwa razy śmiać z tego samego dowcipu?!

No cóż najwyraźniej można. ;)

 16-letnia Gwendolyn Shepheard pewnego dnia dowiaduje się, że posiada gen podróży w czasie mimo, iż od lat przygotowywana do tego była jej kuzynka Charlotta. Z lini męskiej podróżników w czasie wywodzi się arogancki, choć bosko przystojny, 19-letni Gideon de Villiers, który najchętniej całą tą tajną misję wypełnił by sam. To jednak nie jest możliwe i Gwen musi mu towarzyszyć poniewarz hrabia Saint Germanin... Ach! Zresztą sami przeczytajcie!

Tom I- Czerwień rubinu; Tom II- Błękit szafiru; Tom III- Zieleń szmaragdu



A oryginalne okładki wyglądają tak:





POLECAM!!!